warburger opinie

Burger – na całe szczęście – już dawno przestał kojarzyć się z marnym fast foodem i jedzeniem odpadków wciśniętych w bułkę. Ta nieudana imitacja amerykańskiej dumy narodowej odchodzi w zapomnienie, a na pierwszy plan wysuwa się burger z prawdziwego zdarzenia. Duży, soczysty i co najważniejsze, w odważnych kombinacjach smakowych. Taki jest właśnie Warburger, istniejący od ponad roku mały lokal na Warszawskim Mokotowie (róg Puławskiej i Dąbrowskiego, na przeciwko Regeneracji) serwujący raczej slow niż fast food.

Miejsce nie kreuje się na fajne, ale zwyczajnie takie jest. Pewnie dlatego, mimo, że ma pierwszy rzut oka powinno roić się od hipsterów, raczej ich tam nie uświadczysz. Za to na pewno traficie na zadowoloną ze swojej pracy obsługę i właścicieli z konsekwencją realizujących założenia ideologi szacunku do jedzenia i produktów. Krótko mówiąc, fajne chłopaki, tworzą fajne miejsce. Takie, jakich w Polsce wciąż brakuje.

warburger

Menu jest oryginalne i wykracza daleko poza mięso (tutaj świetnej jakości) i bułkę z serem i pomidorem. Moje serce już dawno podbił Dzikiburger zrobiony z mięsa jelenia lub sarny z kozim serem, wiśniami i likierem maraschino. Wielki ukłon za to dzieło – do tej pory nie spotkałam się z dziczyzną (którą kocham) w burgerze, a Polska ma jej duże zasoby. Kolejny świetny punkt to Rybiburger, przede wszystkim dzięki całemu filetowi a nie kostce rybnej składającej się z ości i łusek. Widzimy co jemy, a jemy makrelę! I tu należy wstać i klaskać. Chyba większość z nas ma już dość przesuszonych łososi hodowlanych i przełowionych dorszy. Mam czasami wrażenie, że ludzie zapomnieli, że na świecie są też inne gatunki ryb, co więcej, o wiele smaczniejszych. Makrela, mało popularna (przez co tańsza), bardzo wyrazista w smaku, bardzo zdrowa, bo jej mięso nie zawiera takiego stężenia metali ciężkich jak łosoś czy tuńczyk, o zwięzłym mięsie, idealnie nadaje się do burgerów. I tutaj po raz kolejny właściciele udowadniają, że naprawdę rozumieją idee a nie tylko bez namysłu powtarzają slogany o racjonalnym wykorzystywaniu produktów lokalnych i mniej popularnych. Ach, no i kolendrowy dressing do ryby – uwielbiam! Wciąż Wam mało? Proszę, pozachwycam się jeszcze. Miss Miesiąca czyli coś nowego na zmieniające się pory roku. W zasadzie przez nie wciąż nie wypróbowałam pełnego menu, bo zazwyczaj kończy się na nowej propozycji, żeby zdążyć wypróbować zanim się skończy. Pomimo, że nie zawsze 100% trafione (La Papaya Burger był mdły), to zazwyczaj są świetne i to bardzo dobry pomysł, bo nie wieje nudą.
Jedynym słabszym punktem są bułki. Mimo, że wypiekane na miejscu wg własnej receptury, to wciąż nie są idealne. Jak dla mnie trochę suche, a bułka w rybnym burgerze wymaga zaopatrzenia się w Coregataps, bo jest tak „chrupiąca”, że co niektórzy mogą zostawić na niej szczękę 😉 Na szczęście żeby popić suchą bułkę do Warburgera dołączyły napoje Fentimans, genialne, inensywne w smaku. Nie przypominają rozwodnionych nadmierną zdrowotnością BIO i EKO coli, ale też daleko im do zabutelkowanego CO2 z komercyjnych popitków.
Brak frytek jednak trochę boli 🙁

La Papaya Burger
La Papaya Burger
Rybiburger
Rybiburger

warburger menu

warburger fentimans

Jeżeli nie chce Wam się gotować ani kręcić loków na wyjście do restauracji, załóżcie trampki i udajcie się na burgera, drugi, obok czekolady poprawiacz nastroju 🙂

menu dostępne jest pod adresem http://www.warburger.pl/

aktualności i miss miesiąca na fanpage’u

 

zobacz także:

Burgery nadziewane kozim serem
Burgery nadziewane kozim serem
Śniadaniownia, Warszawa
Śniadaniownia, Warszawa
akademia kurta schellera zdjęcia
Akademia Kurta Schellera, Warszawa
Makrela pieczona z zazdrości
Makrela pieczona z zazdrości

 

 

 

2 thoughts on “Warburger – Burger każdego Warszawiaka

  1. według mnie bułki są świetne i są jednym z wielu atutów. Ta posolona komponuje się z makrelą idealnie, bo sama ryba jest dosyć mdła. Skłonny jestem stwierdzić, że to najlepsze bułki jakie jadłem w burgerach. Smakują mi o wiele bardziej niż wymiękłe placki z sezamem. I wcale nie są suche. O ile mi też wiadomo to wypiekane na miejscu były kiedyś, teraz robi to Chleb Sklep.

  2. Burgerownia na pięknym, zielonym skwerze, który ma z założenia służyć wypoczynkowi, relaksowi mieszkańców. Mogłaby być cennym do tego skweru dodatkiem.
    I co? Przez cały dzień – od rana do wieczora – wyje, jak stojący non-stop na tym skwerze tramwaj, bo ma prymitywny (kupiony za 124 zł) wentylator na dachu. Właściciela nic nie obchodzi środowisko, w które się wmeldował, ani ludzie, którzy muszą tego nieustannego, męczącego hałasu słuchać.
    Wiem, że znajomi prosili kilkakrotnie w ciągu ostatniego miesiąca o wyłączenie uciążliwego wentylatora. I co? Właściciel ma to (oględnie mówiąc) w głębokim poważaniu. Liczy się tylko forsa.
    Fajna miejscówka? Niefajna. Fatalna. Pasożyt, którego sąsiedzi nic nie obchodzą.
    Życzymy, żeby ta karma, na którą usilnie pracujecie, jak najszybciej wam odpłaciła !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.