smażone plantany

Dostaję od chłopaków plantany. Większość z was dostaje pewnie kwiaty i czekoladki. Ja dostaję przerośnięte, mączyste banany. Czekoladę, na szczęście, też dostaję. Kwiaty, a właściwie całe tony bukietów, dostawałam od swojego pierwszego chłopaka. Od zawsze je kocham, najchętniej obstawiłabym nimi całe mieszkanie od sufitu po podłogę. Byłam rozpieszczana i przez cztery lata dostałam, pewnie, kilka ciężarówek kwitnących cudeniek. Ale to było w czasach, kiedy miałam zwyczajnych chłopaków. A właściwie tylko ten jeden taki był. Zapomniałam więc o tradycyjnie europejskich, romantycznych gestach i pachnących wazonach. Właściwie nie mam już żadnego wazonu. Wraz ze zmianą kierunku, w którym lokuje swoje uczucia, romantyzm zaczął płynąć do mnie w innej formie. W formie plantanów.

Zawsze mnie intrygowały, jak wszystko, czego jeszcze nie próbowałam. Pojawiają się często, a nawet bardzo często, w kuchni karaibskiej, latynoskiej i afrykańskiej. Im więcej o nich słyszałam, tym bardziej byłam ciekawa. No i stało się pewnego dnia. Wcale nie podczas wycieczki na Dominikanę, a w Warszawie. Zakochałam się od razu. Bo w stosunku do plantanów nie można pozostać obojętnym. Słodkie, cudownie słodkie, ale nie tak mdłe jak smażone banany. Tak naprawdę oprócz podobieństwa wizualnego i jako tako podobnej konsystencji, nie wiele je łączy. Plantany są bardziej wyraziste w smaku i zwięzłe w teksturze. Nie można ich jeść na surowo i są bardziej warzywem, niż owocem. Oba warianty się smaży, ale zielone są też często wykorzystywane do zup i potraw z mięsem. Żółte, czyli po prostu dojrzałe, występują w deserach. Dojrzewają dosyć długo, mój leżał blisko 3 tygodnie, żeby z zielonego stać się żółto-czarnym. Bo o ile poczerniały banan nie wzbudza w nikim radosnych uczuć, o tyle poczerniały plantan to taki, którego powinniśmy poszukiwać. Jeżeli więc zamierzacie dojrzewać swojego osobnika samodzielnie, dajcie mu trochę czasu.

Pierwszego plantana usmażył dla mnie mój nigeryjski chłopak. Żółty plantan smażony w plasterkach, na sporej ilość oleju. Tyle. Nic prostszego nie może was w życiu spotkać. Ten sposób jest popularny w całej Afryce, zmienia się jedynie nazwa, razem ze zmianą granic państwa. W każdym razie w Nigerii to dodo. Kolejnego dostałam od chłopaka z Kolumbii. Zielonego, bo patacones przygotowuje się z zielonych plantanów smażonych w oleju, po czym uciera się je na papkę, formuje małe placuszki i smaży ponownie. I takie są znane w Ameryce Południowej i Karaibach, również pod różnymi nazwami, z czego najbardziej popularne to pataconestostones. Plantan był jeden, więc musiałam podjąć wybór. Dostałam pozwolenie, zostawiłam więc go na trochę i usmażyłam. Żółte, na szczęście, też są popularne wśród Latynosów.

Czyżby plantany rozsiewały wirus miłości?

 

przepis na 1 porcję

składniki:

  • 1 bardzo dojrzały plantan
  • olej rzepakowy
  • opcjonalnie: sól

wykonanie:

  • Na patelni rozgrzejcie sporą ilość oleju. Plasterki nie muszą pływać, ale powinna być go kilku milimetrowa warstwa
  • Plantana obierzcie ze skóry, pokrójcie na ok 1 cm plasterki i wrzućcie na rozgrzany tłuszcz. Smażcie na średnim ogniu, 2-3 min z każdej strony, na złoty kolor
  • Odsączcie na ręczniku papierowym, możecie DELIKATNIE oprószyć solą

patacones tostones dodo przepis

dodo recipe

fried yellow platnains

 

 

zobacz także

Frytki z batatów
Frytki z batatów
boliwijskie pączki
Tawa-tawas
Mandazi
Mandazi

3 thoughts on “Smażone plantany miłości

  1. a czy na słodko?, moim zdaniem na słodko one są najlepsze..

    1. one są słodkie same w sobie, jeżeli dojrzałe. Wystarczy usmażyć i już są słodkie 🙂

  2. Życzę Ci żeby Twoja miłość doceniła cię bo jesteś jej warta jak nikt ❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.